Któż nie zna tego cytatu z kardynała de Retz: «niejednoznaczność można pokonać tylko ze szkodą dla siebie».» ?
Niewątpliwie dlatego przez ponad siedem dekad nasi dyplomaci chętnie dopracowywali dwuznaczność swojej europejskiej konstrukcji.
Międzypaństwowa Europa, która jest równie niejednoznaczna, co niezrozumiana przez swoich obywateli.
Ciekawa «federacja państw narodowych» przywołana przez Jacquesa Delorsa, tak bliska oksymoronu, podsumowuje sytuację. Państwa te, choć demokratyczne (tj. «z ludu, przez lud i dla ludu»), w dużej mierze zajęły miejsce obywateli w budowaniu Europy według ich własnych specyfikacji i pod ich bezpośrednią kontrolą, łatwo kwalifikują się jako «populiści», tym razem bez dbałości o dwuznaczność, krytycy obecnego systemu instytucjonalnego, na którym zbudowali Europę. Potępienie jest z pewnością uzasadnione, jeśli chodzi o pryncypialnych przeciwników integracji europejskiej. Ale krytycy niedociągnięć i nieadekwatności dzisiejszej Unii Europejskiej nie zasługują na wyróżnienie, gdy walczą z państwem patrzącym do wewnątrz i próżnią administracyjną, z której obywatele, poza Parlamentem Europejskim wybieranym przez zróżnicowane głosy krajowe, są zasadniczo wykluczeni. Jak możemy udowodnić, że się mylą? Ponieważ ta «federacja państw narodowych», którą można łatwo opisać jako ’niezidentyfikowany obiekt polityczny«, pozostała, poza swoimi zaletami i czasami nieoczekiwanymi osiągnięciami, całkowicie niejednoznaczna.
Jego budżet, nadal ograniczony do 1% PKB, nie jest w żaden sposób federalny, mimo że jego państwa członkowskie konfiskują połowę europejskiego PKB, jednocześnie zwiększając długi publiczne, które stały się katastrofalne. Taka dysproporcja w dużej mierze wyjaśnia te deficyty, mnożąc powielanie i uniemożliwiając jakąkolwiek ekonomię skali ze szkodą dla wszystkich Europejczyków. Euro, jedyne federalne osiągnięcie Unii Europejskiej, zapewnia odporność na zakłócenia walutowe, ale nie towarzyszy mu żadna poważna konwergencja gospodarcza, ze względu na brak ducha zbiorowej odpowiedzialności ze strony państw członkowskich i niedbałość Komisji Europejskiej bez wystarczającego autorytetu. Utworzenie euro w dziwny sposób umieściło wołu na grzbiecie pługów, które pozostały rozbieżne, kopiąc w ich bruzdach deficyty publiczne, które odpowiadają cenie niemożliwych dewaluacji!
Kolejną osobliwością jednolitego rynku swobodnego przemieszczania się bez granic jest brak wspólnych europejskich urzędników celnych na granicach zewnętrznych. Państwa członkowskie nie zaakceptowały faktu, że ich krajowe służby celne mogą zostać zastąpione przez ujednolicony system europejski. Nielegalna imigracja, oszukańczy import i wszelkiego rodzaju przemyt są jedynymi beneficjentami tej sytuacji, ze szkodą dla samych Europejczyków! Ten tak zwany jednolity rynek nie został również wyposażony we wspólne ramy podatkowe, tym razem z korzyścią dla kapitału płynącego ze wszystkich horyzontów, ale ze szkodą dla większości Europejczyków, którzy są zmuszeni znosić nadużycia w postaci podwyżek własnych podatków.
Deindustrializacja tej niezrównoważonej Europy nie przestaje przyspieszać, napędzana przez Komisję, która od dawna jest wrogo nastawiona, w imię błędnie interpretowanej konkurencji, do europejskich ugrupowań na dużą skalę, innymi słowy do promowania konkurencyjnych i innowacyjnych czempionów. Ich obecna nieadekwatność poważnie karze europejski przemysł w obliczu zewnętrznych konkurentów o innej skali i agresywności, dla których nasz rozległy rynek wewnętrzny pozostaje szeroko otwarty.
Co więcej, nie ma wzajemnych preferencji między Europejczykami, jeśli chodzi o zamówienia publiczne, ze względu na restrykcyjną interpretację zasad GATT, które są tak łatwe do obejścia przez naszych zewnętrznych konkurentów. Jest to szczególnie widoczne w przypadku sprzętu wojskowego, gdzie większość państw członkowskich woli kupować od Stanów Zjednoczonych, które mają więcej niż jeden środek nacisku, począwszy od niepodzielnej kontroli nad NATO, aby je do tego zmusić.
Sytuacja ta, tak niekorzystna przede wszystkim dla francuskich producentów sprzętu, przez wieki uniemożliwiała jakąkolwiek perspektywę autonomicznej europejskiej obrony. Nieustanne groźby, zastraszanie i inwektywy Donalda Trumpa wobec Europejczyków, czy to w odniesieniu do wolnego handlu, gwarancji NATO, zawłaszczenia Grenlandii, obrony Ukrainy czy samego uzasadnienia Unii Europejskiej, pokazują strategiczny, gospodarczy i obronny absurd takiej zależności, która pozostaje niezmieniona od 1945 roku, pomimo upadku reżimów komunistycznych w Europie Wschodniej trzydzieści lat temu!
Europa międzystanowa bez biegu wstecznego i do przodu
Ta wrodzona dwuznaczność sprawiła, że niektórzy ludzie próbowali się z niej wydostać, cofając się, podczas gdy inni próbowali wrzucić wyższy bieg. Trzeba powiedzieć, że wszyscy ponieśli porażkę.
Ze swojej strony Wielka Brytania wybrała oddolne wyjście, decydując się na Brexit. Ostatecznie pozostała całkowicie odizolowana, osłabiona kosztownym i niepopularnym ciężarem przestarzałych ograniczeń administracyjnych. Wszystkie sondaże pokazują, że Brytyjczycy gorzko tego żałują, oszukani przez antyeuropejskich polityków, którzy nie wahają się już przyznać do udawania i oszustw w swoich własnych kampaniach. Jeśli chodzi o Unię Europejską, została ona politycznie osłabiona, nawet jeśli udowodniony koszt Brexitu dla tych, którzy opuszczają UE, zadziałał jako zbawienny środek odstraszający dla potencjalnych naśladowców.
Inne państwa członkowskie próbowały wyjść na prowadzenie, innymi słowy zbudować federalizującą się Europę. Niemcy proponowały to dwukrotnie, najpierw prezydentowi Mitterrandowi w kohabitacji z Edouardem Balladurem, a następnie prezydentowi Chiracowi w kohabitacji z Lionelem Jospinem. Spotkało się to jednak z głuchym milczeniem, dwukrotnie podzielanym przez naszych przywódców zarówno z prawej, jak i lewej strony. W szczególności widzimy uporczywą narodową troskę o zachowanie, po historycznych wzlotach i upadkach we wszystkich kierunkach, pełnego statusu stowarzyszonego ze zwycięzcami z 1945 r., Przypieczętowanego nieusuwalnym krajowym miejscem w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Ostatnia, nieudolna próba kanclerza Olafa Scholza w tej delikatnej kwestii zdawała się położyć kres dalszej debacie na ten temat, a Francja schroniła się za symbolicznym poparciem dla dodatkowego miejsca dla Niemiec, poparciem pozbawionym jakiejkolwiek wiarygodności w obliczu innych globalnych pretendentów i jakiejkolwiek spójności w odniesieniu do jednolitej europejskiej polityki zagranicznej.
Aby dopełnić klęski «odgórnego» wyjścia, ukłon podzielonych francuskich partii politycznych, z opinią publiczną ogłupioną bezwstydną i niepożądaną krytyką samych postanowień Traktatu Rzymskiego z 1957 r., doprowadził do odrzucenia w referendum w 2005 r. cenionego przez Niemcy Europejskiego Traktatu Konstytucyjnego, mimo że został on przygotowany pod auspicjami Valéry'ego Giscarda d'Estainga i podpisany przez wszystkie rządy. Ostatecznie sytuacja ta przekonała Niemcy do zmiany orientacji na inne cele, tym razem przede wszystkim narodowe. Symboliczne, ale połowiczne próby Traktatu z Aix-la-Chapelle, w rocznicę Traktatu Elizejskiego z 1963 r., nie zmieniły tego stanu rzeczy. To ochłodzenie stosunków francusko-niemieckich zakończy europejski impas.
Międzypaństwowa Europa nieobecna i ofiara globalnych wstrząsów
Podczas gdy Europa pogrążała się w podziałach i sprzecznościach, z każdym rokiem tracąc coraz więcej autorytetu i konkurencyjności, świat nadal zmieniał się w coraz szybszym tempie. Podczas gdy Chiny umacniały swoją pozycję supermocarstwa w zdumiewającym tempie, Rosja Putina powróciła do sowieckiego ducha i metod, eliminując wszystkich swoich wewnętrznych przeciwników i najeżdżając Ukrainę Wołodymyra Zełenskiego, winną demokratycznej autonomii narodowej i zmowy z Unią Europejską.
Po czterech strasznych latach, równie wyniszczających, co beznadziejnych dla obu stron, impulsywna i brutalna prezydentura Trumpa podważyła amerykańskie wsparcie dla Ukrainy, przerzucając rachunek i odpowiedzialność na Europejczyków, z celnymi groźbami na poparcie tego, jednocześnie narzucając nieprzyzwoity spektakl osobistego zbliżenia z Putinem.
Aby dopełnić tragicznego obrazu, amerykański atak na Iran, na polecenie izraelskiego Benjamina Netanjahu, który nie waha się już atakować swoich regionalnych sąsiadów bez ograniczeń, potwierdził porażkę równowagi ONZ w obliczu powrotu brutalnych sił we wszystkich kierunkach, z blokadą cieśniny Ormuz powodującą kryzys energetyczny, niepewność gospodarczą i bezprecedensowe napięcie międzynarodowe.
W obliczu tych wszystkich wstrząsów Unia Europejska, choć była uboczną ofiarą tej katastrofalnej sytuacji, pozostała błogo obojętna, zapomniana na uboczu w obliczu konfliktów na całym świecie i masakr wszelkiego rodzaju. Alternatywa w postaci rozmów między Brytyjczykami, Francuzami i Niemcami, które nie przyniosły żadnych wymiernych rezultatów, nie odniosła większego sukcesu, z wyjątkiem nostalgicznego przypomnienia dawnych czasów, kiedy to europejskie kancelarie dominowały nad światem, zanim rozerwały się na strzępy.
Obywatele legalnie poszukujący Europy, która jest ceniona i szanowana.
Aby Europa mogła ponownie liczyć się w dzisiejszym świecie, musi odzyskać polityczne zaufanie i powszechną legitymację, godząc się z własnymi obywatelami ponad partykularnymi interesami poszczególnych państw, dając im nowe powody do poczucia wspólnej tożsamości i odzyskania wiary w odnowioną konkurencyjność, wpływ i międzynarodowy sukces. Niestety, jesteśmy daleko od osiągnięcia tego celu, prawdopodobnie nawet dalej niż dwadzieścia pięć lat temu.
Wobec braku jakiejkolwiek szansy na nowy traktat przekształcający Europę, który byłby iluzoryczny z dwudziestoma siedmioma państwami członkowskimi, czas wydaje się teraz dojrzały, z braku czegokolwiek lepszego, ale nie z braku nadziei, aby powrócić, zgodnie z pragmatycznymi słowami Roberta Schumana na początku budowy Europy, do nowych «solidarności de facto».
Potrzebne są cztery nowe formy solidarności, choć początkowo na poziomie głównej grupy krajów europejskich, na czele której znajduje się oś francusko-niemiecka, która w końcu została pogodzona, przekształcona i aktywowana: zjednoczona obrona, która w końcu jest autonomiczna, polityka zagraniczna, która w końcu jest wspólna, reindustrializacja, która w końcu jest aktywna, oraz tożsamość obywatelska, która w końcu jest wiarygodna.
Autonomiczna, zjednoczona obrona i wspólna polityka zagraniczna mogą iść w parze. Stały się one priorytetem w obliczu rosnącej agresywności Władimira Putina i stopniowej rezygnacji Donalda Trumpa. Francja i Niemcy dałyby przykład, gdyby Francja przestała trzymać się swojej trójkolorowej łaty w izolacji i zawarła dwustronny pakt zapewniający, że stanowiska wyrażane przez Francję w Radzie Bezpieczeństwa ONZ będą odtąd wyrażane we wspólnym imieniu. Ten akt założycielski, zapewniający prawdziwie nową wizję realiów teraźniejszości i imperatywów przyszłości, umożliwiłby obu krajom zainaugurowanie wspólnej polityki zagranicznej, torując drogę do odpowiedniej zjednoczonej obrony. Dałoby to wreszcie Europie, tak jak miało to miejsce w innych czasach, kręgosłup, którego dziś tak okrutnie brakuje. W ten sposób odmroziłoby to wiele rzeczy w Radzie Europejskiej dwudziestu siedmiu i otworzyło bezprecedensowe perspektywy dla całej Unii Europejskiej!
Jednolita obrona, w której Francja i Niemcy zrobiłyby pierwszy krok, zasadniczo zmieniłaby stosunek zewnętrznych mocarstw do nas, mając jednocześnie bezpośredni wpływ na odnowioną konkurencyjność europejskich technologii, z pozytywnymi konsekwencjami dla całego naszego przemysłu. Ta innowacyjna reindustrializacja, na równi z naszymi największymi międzynarodowymi konkurentami, może być energicznie wspierana tylko przez Komisję Europejską, która w końcu zdaje się rozumieć pilność sprawy, określając swój cel, jakim jest powrót do 20% PKB, po tylu latach ślepoty i upadku.
Nic nie będzie możliwe bez bezpośredniego zaangażowania wszystkich obywateli w taką odnowę Europy. Do tej pory zrobiono jednak prawie wszystko, aby ich zrazić i sprowokować antyeuropejskie reakcje, które protekcjonalnie określono jako populistyczne: technokratyczna i anonimowa niejasność brukselskich komunikatów, brak zainteresowania mediów europejskim życiem politycznym, zwyczajowa asymilacja krajów europejskich z innymi obcymi krajami (co ilustruje obecna nazwa naszego «Ministerstwa Europy i Spraw Zagranicznych»), telewizyjne biuletyny pogodowe zamknięte w granicach swoich krajów, brak jakichkolwiek europejskich odznaczeń (tych, którymi, jak powiedział Napoleon, «prowadzi się ludzi») itp.
Z drugiej strony, czy nie moglibyśmy zapewnić Europejczykom środków do otwarcia się na siebie nawzajem w zakresie ich danych politycznych, ich podejścia do Europy, ich wewnętrznych debat, ich własnych motywacji i ich specyfiki kulturowej? Taki cel byłby jednak w zasięgu naszej ręki, gdyby nasze media informacyjne i komunikacyjne zgodziły się zagrać w tę grę, opierając się na rewolucji sztucznej inteligencji, która przełamuje bariery językowe, które do tej pory uniemożliwiały pojawienie się wielokulturowego europejskiego ducha i zawłaszczenie Europy przez samych Europejczyków, poza filtrami ich własnych państw. Polityczne konsekwencje takiego przewrotu dla wszystkich Europejczyków i dla nowych wspólnych perspektyw byłyby bezprecedensowe!
Czy system międzystanowy, który blokuje postęp, w końcu ustąpi miejsca systemowi federalnemu, który wyzwala?
Talleyrand miał rację, gdy zauważył, że «ci, którzy nie mają środków na realizację swoich ambicji, mają wszystkie zmartwienia». I żadnych korzyści! Dziś ta zdroworozsądkowa obserwacja odnosi się zarówno do Francji i każdego z pozostałych państw członkowskich z osobna, jak i do Europy jako całości. W dzisiejszym świecie Francja i każdy z jej sąsiadów nie mają już krajowych środków na realizację ambicji, które stały się iluzoryczne. Z drugiej strony Europa je ma, ale pozostaje uparcie hamowana przez niezdolność państw członkowskich do przyznania jej zasobów odpowiadających jej uzasadnionym ambicjom. Gdzie tkwi błąd? I dlaczego nasze państwa uparcie odmawiają postrzegania świata takim, jaki jest dzisiaj, tak jak odmawiają postrzegania Europy taką, jaka powinna być, aby chronić i wzmacniać Europejczyków w tym nowym świecie?
Ronald Reagan odważył się powiedzieć, że państwo nie jest rozwiązaniem, ale problemem. W dzisiejszej Europie problem jest pomnożony przez dwadzieścia siedem! Czy będziemy w stanie odpowiedzieć, upraszczając te dwadzieścia siedem problemów do jednego? I czy nie moglibyśmy w ten sposób przekształcić problemu w rozwiązanie, w postaci inteligentnie proporcjonalnego federalizmu, ambitnego dla Europy, skutecznego w swoich decyzjach, wyzwalającego energię, konkurencyjnego w swoich wynikach, świadomego oczekiwań swoich obywateli, autonomicznego w swoim bezpieczeństwie, szanowanego przez inne mocarstwa, wpływowego na arenie światowej, a tym samym ponownie popularnego wśród swoich obywateli?
Taki jest wciąż niezrealizowany, choć niekoniecznie nierealny, projekt Stanów Zjednoczonych Europy, sabotowany do dziś przez państwa narodowe zazdrosne o swoje próżne prerogatywy i zwalczany przez małostkowych nacjonalistów z innej epoki, niesłusznie odrzucających wszelkie imperatywy niezbędnego europejskiego nacjonalizmu, w służbie nowej Europy zdolnej do wniesienia użytecznego wkładu w przywrócenie pokoju na świecie, promowanie wolności i prymatu prawa międzynarodowego.
Czekając na te lepsze dni i przygotowując się na taką perspektywę, która z pewnością jest dziś mało prawdopodobna, ale nie jest zabroniona w przyszłości, której, jak w przeszłości i jak zawsze, nie możemy ani przewidzieć, ani obrazić, obudźmy się i uzasadnijmy nadzieję, już teraz pomnażając naszą «faktyczną solidarność»!
